
Mamy niezwykłą przyjemność przedstawić Wam wywiad z Agnieszką Rehlis – jedną z najlepszych mezzosopranistek na świecie. Jej głos zachwyca melomanów na największych scenach operowych globu, a na co dzień występuje w prestiżowych teatrach, takich jak La Scala, Metropolitan Opera czy Opera w Sydney. Spotyka tam największe gwiazdy opery i muzyki klasycznej, z którymi współtworzy niezapomniane spektakle, podbijając serca publiczności na każdym kontynencie.
Agnieszka nie tylko zachwyca swoim wyjątkowym talentem, ale także inspiruje swoją niezwykłą historią, pełną determinacji i pasji. To dla nas zaszczyt, że pomimo napiętego grafiku, zgodziła się podzielić z nami swoją opowieścią, ukazując kulisy swojej kariery i codzienności w świecie opery. Ten wywiad to prawdziwa perła dla każdego miłośnika muzyki!
Mateusz Stachura: Na pewno miałaś już wiele różnych wywiadów. W tej rozmowie chciałbym porozmawiać o nieco innym aspekcie Twojego życia. Zacznijmy od początków – kim chciałaś być w dzieciństwie? Czy od razu wiedziałaś, że chcesz zostać śpiewaczką operową, czy może miałaś inne marzenia?
Agnieszka Rehlis: Od najmłodszych lat uwielbiałam śpiewać. Mama opowiadała, że zanim jeszcze zaczęłam mówić, już śpiewałam. Śpiewałam wszędzie i zawsze, to była moja naturalna forma ekspresji. Jednak w dzieciństwie marzyłam o zostaniu pianistką. Kiedy się urodziłam, powiedziano mojej mamie, że będę pianistką, bo miałam długie palce – idealne do gry na fortepianie. Faktycznie, to było moje wielkie marzenie. Niestety, czasy były trudne. Zdobycie instrumentu nie było łatwe. Dziadek nawet grał w
totolotka, licząc na wygraną, która pozwoliłaby kupić pianino. Udało się zdobyć tylko małe pianinko, na którym mogłam zagrać kilka dźwięków. Moi rodzice robili, co mogli, ale nie udało się zrealizować tego marzenia w pełni.
Byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem. W przedszkolu, gdy panie prowadziły przesłuchania, prawie nic nie mówiłam. Bałam się wszystkich i wszystkiego. Kiedyś po takim przesłuchaniu panie stwierdziły, że „nie nadaję się do szkoły”. Zrozumiałam to dosłownie i wróciłam do
domu z płaczem, mówiąc mamie, że nie nadaję się do żadnej szkoły. Mama mnie uspokajała, tłumacząc, że chodziło o szkołę muzyczną, ale to wydarzenie mocno wpłynęło na moją samoocenę.

W szkole podstawowej sytuacja się powtarzała. Miałam uwagi w dzienniczku z muzyki, ponieważ bałam się nauczycielki. Pani od muzyki nosiła dużą walizkę, w której miała instrument – harmonium czy akordeon. Widząc te klawisze, bardzo chciałam zagrać, ale strach przed nauczycielką mnie paraliżował. Była surowa, nosiła kok, wyglądała bardzo poważnie. Do dziś pamiętam ten lęk. Dopiero w szóstej klasie zmieniła się nauczycielka muzyki. Nowa pani miała zupełnie inne podejście. Zauważyła moje zdolności i zachęciła mnie do rozwijania talentu. Zaczęłam grać na flecie, śpiewać, a nawet uczyć kolegów gry podczas przerw. To wtedy zaczęła pojawiać się odwaga i pewność siebie.
Równolegle od początku szkoły podstawowej fascynowała mnie matematyka. Tata jest matematykiem i często spędzaliśmy czas, rozwiązując razem zadania. Matematyka była moim ulubionym przedmiotem. Często zastanawiałam się, dlaczego w szkole nie ma więcej matematyki, tylko są też inne przedmioty. W liceum wybrałam klasę matematyczno-fizyczną. Interesowała mnie również astronomia. Miałam ogromne nadzieje na naukę astronomii w szkole średniej. Kupiłam nawet książki, przygotowywałam się, ale okazało się, że nie będzie tego przedmiotu, bo nie było nauczyciela. To był dla mnie duży zawód.
W ósmej klasie dołączyłam do chóru prowadzonego przez pana Franciszka Koscha. To był moment przełomowy. Śpiewałam w sopranach, ale pan Kosch zauważył, że mój głos jest nieco ciemniejszy. „Co ty mi tak ciemno śpiewasz w tych sopranach?” – pytał. Czasem przesuwał mnie do altów, innym razem kazał stanąć w środku i śpiewać tam, gdzie mi wygodniej. Zaczął udzielać mi indywidualnych lekcji w soboty. Miałam wtedy 16 lat. To on zaszczepił we mnie prawdziwą miłość do śpiewu.

Mateusz Stachura: Czyli pan Franciszek Kosch był takim pierwszym mentorem?
Agnieszka Rehlis: Tak, zdecydowanie. Dzięki niemu odkryłam swoją pasję do śpiewu. Do dziś realizuje niektóre ćwiczenia, których mnie nauczył. To on zachęcił mnie, bym
spróbowała swoich sił w szkole muzycznej na wydziale wokalnym. W trzeciej klasie liceum zaczęłam równolegle naukę w szkole muzycznej. Nie miałam podstawowej szkoły muzycznej, bo wcześniej nie udało się zacząć gry na fortepianie.
Moje zainteresowania matematyczne i astronomiczne były wtedy bardzo silne, więc muzyka była jakby obok. Po maturze złożyłam dokumenty na matematykę, ale egzaminy na studia artystyczne były wcześniej. Nie przypuszczałam, że mogę się dostać. Było około 70 kandydatów na kilka miejsc. Kiedy dowiedziałam się, że się dostałam, byłam w szoku. Zaczęłam studia na wydziale wokalno-aktorskim. To był ostatni rok, kiedy istniał taki wydział, więc miałam szczęście uczyć się aktorstwa z prawdziwymi aktorami teatru dramatycznego.
Mateusz Stachura: A jak rodzice zareagowali na Twoje decyzje? Wspierali Cię w rozwijaniu talentu muzycznego?

Agnieszka Rehlis: Rodzice zawsze mnie wspierali na tyle, na ile mogli. Mama miała piękny głos, śpiewała amatorsko. Wygrała nawet jakiś konkurs piosenki w Zielonej Górze. Babcia też miała słuch muzyczny i często razem śpiewałyśmy. Tata i moja siostra nie mają słuchu muzycznego, ale zawsze mnie wspierali. Pamiętam, że rodzice próbowali zdobyć dla mnie pianino. Kiedyś podczas wakacji nad morzem tata dowiedział się, że ktoś sprzedaje pianino. Robił wszystko, by je zdobyć, ale niestety się nie udało. Mimo trudności zawsze starali się pomóc mi rozwijać pasje. To dzięki mamie trafiłam do chóru pana Koscha. Przyjaźniła się z panią, której mąż śpiewał w chórze. Ten pan zaprowadził mnie do pana Koscha, który potem stał się moim pierwszym profesorem. To był kluczowy moment w mojej muzycznej drodze.
Mateusz Stachura: Jak wygląda Twój proces przygotowania do premier w największych teatrach operowych na świecie? Ile czasu dziennie poświęcasz na ćwiczenia?
Agnieszka Rehlis: To zależy od opery i roli. Jeśli uczę się nowej roli, jak na przykład Brangenia w „Tristanie i Izoldzie”, poświęcam na to dużo czasu. Uczyłam się tej roli bardzo długo. Byłam wtedy na kontrakcie w Sydney, gdzie śpiewałam Amneris w „Aidzie”. Między próbami siadałam ze słuchawkami i organami, ucząc się nowych partii. Potrafiłam ćwiczyć po trzy godziny dziennie. Jeśli to rola, którą już dobrze znam, jak Amneris, nie muszę jej specjalnie ćwiczyć przed spektaklem. Znam tę rolę doskonale, śpiewałam ją wiele razy w różnych inscenizacjach. Mogę przyjechać na próbę i od razu wejść na scenę. Ostatnio zdarzyło mi się, że zadzwonili do mnie z Werony, bo ktoś zachorował. Miałam tylko kilka godzin na przygotowanie, ale dzięki temu, że znam tę rolę na wylot, mogłam wystąpić bez problemu. Zawsze zaczynam naukę nowej roli od tekstu. Muszę go dobrze zrozumieć, znać każde słowo, umieć go mówić płynnie, jak po polsku. Dopiero potem pracuję nad muzyką. Uważam, że tekst jest kluczem do interpretacji postaci.
Mateusz Stachura: Czy jest jakaś rola, którą chciałabyś jeszcze zagrać?
Agnieszka Rehlis: Tak, marzę o zaśpiewaniu Dalili w operze „Samson i Dalila”. To dla mnie fantastyczna rola, pełna głębi i emocji. Mój agent o tym wie i mam nadzieję, że kiedyś to się uda. Ciągnie mnie też do ról wagnerowskich. Chciałabym zaśpiewać Erdę w „Pierścieniu Nibelunga”. Wagner ma w sobie coś magnetycznego, co mnie przyciąga. Z wiekiem głos się zmienia, więc niektóre role są już dla mnie nieodpowiednie. Na przykład Księżniczka Eboli w „Don Carlosie” Verdiego to rola, którą powinna śpiewać młodsza śpiewaczka. Skupiam się teraz na rolach bardziej dramatycznych, altowych, które pasują do mojego głosu na tym etapie kariery.

Mateusz Stachura: Jak radzisz sobie ze stresem przed występami na największych scenach operowych? Czy masz jakieś rytuały przed wyjściem na scenę?
Agnieszka Rehlis: Bardzo ważny jest dla mnie spokój wewnętrzny. Przed występem zawsze staram się wyciszyć. Przyjeżdżam do teatru co najmniej dwie godziny wcześniej. Podczas makijażu włączam sobie medytację wewnętrzną. To dla mnie moment relaksu i skupienia. Herbaty ziołowe na wyciszenie też pomagają. Rozśpiewuję się, ale z umiarem. To zależy od roli. Na przykład, Amneris w „Aidzie” zaczyna się nisko i potem stopniowo idzie wyżej, więc rola sama w sobie mnie rozśpiewuje. Unikam
kawy przed występem, bo jestem naturalnie energetyczna i nie potrzebuję dodatkowej stymulacji. Staram się też nie przejadać przed koncertem. Organizm wtedy skupia się na trawieniu, a nie na śpiewaniu. Ważne jest dla mnie, by być w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej.
Mateusz Stachura: A jak udaje Ci się oddzielić życie prywatne od zawodowego?
Agnieszka Rehlis: Poświęciłam się swojemu zawodowi. Mam męża, który mnie wspiera i rozumie specyfikę mojej pracy. Często podróżuję, a on dołącza do mnie, kiedy może. Staramy się spędzać razem czas, choć nie jest to łatwe. Jeśli w życiu prywatnym pojawiają się trudności, staram się, by nie wpływały na moją pracę.
Kiedy wchodzę na scenę, przenoszę się do innego świata. Skupiam się na roli, na muzyce. To jest dla mnie forma terapii i ucieczki od codziennych problemów.
Staram się też rozwijać inne pasje. Interesuję się matematyką i astronomią. Uczę się matematyki z tatą, rozwiązujemy razem zadania. To pomaga mi zachować równowagę i daje satysfakcję intelektualną.

Mateusz Stachura: Wspomniałaś o swojej pasji do matematyki i astronomii. Czym dokładnie się zajmujesz w tym zakresie?
Agnieszka Rehlis: Fascynuje mnie kosmos, jego tajemnice i nieskończoność. Oglądam filmy naukowe, śledzę misje kosmiczne, badania nad czarnymi dziurami, egzoskładnikami. Interesują mnie najnowsze odkrycia w astrofizyce. Planuję podjąć studia w tym kierunku. Myślę o astrofizyce lub matematyce. Problemem jest
jednak mój napięty grafik. Przy 51 spektaklach w sezonie trudno znaleźć czas na regularne studia. Szukam możliwości nauki zaocznej, może za granicą. Chciałabym zacząć za rok, ale nie wiem, czy to się uda. Jest to jednak moje marzenie i cel, do którego dążę.
Mateusz Stachura: To imponujące, jak łączysz tak różne dziedziny. A jakie masz najbliższe plany zawodowe?
Agnieszka Rehlis: W tym sezonie mam zaplanowane 51 spektakli, co jest dla mnie dużym wyzwaniem. Zaczęło się od niespodziewanej „Aidy” w Weronie. Teraz nagrywamy tutaj, a za chwilę wylatuję do Gruzji na Sinandali Festival, gdzie zaśpiewam „Requiem” Verdiego pod dyrekcją Gianandrei Nosedy. Nigdy nie byłam w Gruzji, więc bardzo się cieszę.
Potem zadebiutuję w Dubaju w „Aidzie”, a następnie w Omanie w „Balu maskowym” razem z Piotrem Beczałą. To dla mnie ogromna radość. Następnie wracam do Opery w Zurychu na nową produkcję „Balu maskowego” w reżyserii Adele Thomas. Z Adele pracowałam już przy „Trubadurze”, więc cieszę się na kolejne spotkanie.
Do tego dochodzi jeszcze niezwykle ekscytujący projekt – w marcu wystąpię w Covent Garden w Londynie, w operze „Trubadur”. Próby rozpoczynamy już w lutym.
W kwietniu mam wystąpić w „Requiem” Verdiego pod dyrekcją Zubina Mehty. To dla mnie ogromne wyróżnienie. Planuję również występy we Florencji i kolejne projekty z „Requiem” w różnych miastach Europy.
Mateusz Stachura: To niesamowite plany. A jak udaje Ci się to wszystko pogodzić?
Agnieszka Rehlis: Czasem sama się zastanawiam. Mam świetnego agenta, który pomaga mi w planowaniu. Jestem osobą zorganizowaną, co pewnie wynika z mojego „ścisłego” umysłu. Staram się dbać o siebie, o kondycję fizyczną i psychiczną. Ważne jest dla mnie, by zachować równowagę między pracą a odpoczynkiem.

Mateusz Stachura: Na koniec chciałbym Cię zapytać o radę dla dzieci, które zaczynają swoją przygodę z muzyką, oraz dla ich rodziców. Jak wspierać młode talenty?
Agnieszka Rehlis: Najważniejsze jest wsparcie i umożliwienie dzieciom kontaktu z muzyką od najmłodszych lat. Rodzice powinni zachęcać dzieci do słuchania różnych gatunków muzycznych, zabierać je na koncerty, opery, nawet bajki operowe. Ważne jest, by dzieci miały możliwość odkrywania swoich pasji. Niestety, zauważam, że muzyka klasyczna zanika wśród młodych ludzi. Coraz mniej osób interesuje się tą dziedziną. To smutne, bo muzyka klasyczna rozwija, uczy wrażliwości, poszerza horyzonty. Dlatego apeluję do rodziców, by dbali o edukację muzyczną swoich dzieci, nawet jeśli sami nie są muzykami. Dla dzieci ważne jest, by trafiały na dobrych nauczycieli, którzy potrafią je zachęcić i zainspirować.
Mateusz Stachura: To bardzo cenne rady. Dziękuję Ci za ten inspirujący wywiad i życzę powodzenia w realizacji wszystkich planów.
Agnieszka Rehlis: Dziękuję serdecznie.


















